Atak rwy kulszowej jest jednym z najgorszych bólów, jakich można doświadczyć w życiu. U niektórych osób dolegliwości mijają „same” po kilku dniach leżenia w łóżku i przyjmowania środków farmakologicznych, u innych z kolei wymaga to interwencji lekarza, który poda zastrzyk witaminowy lub nawet tzw. blokadę. Niezależnie od stopnia intensywności bólu należy pamiętać, aby poddać się leczeniu rwy, najlepiej w gabinecie rehabilitacji wyspecjalizowanym w terapii tego schorzenia. Nieleczona rwa kulszowa może nieść ze sobą poważne konsekwencje. Jakie konkretnie? Tego dowiesz się już z naszego artykułu.
Pogłębienie problemu
Tak zwany atak korzonków jest w naszym społeczeństwie nagminnie lekceważony. Panuje dość powszechne przekonanie, że rwa „sama mija” i trzeba ją tylko „wyleżeć”. Mało kto zdaje sobie natomiast sprawę, że takie podejście grozi pogłębieniem problemu, co może już stanowić bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia.
Bagatelizowanie rwy kulszowej i zaniechanie leczenia może skutkować m.in.:
- drętwieniem nogi i palców,
- utratą czucia w kończynie,
- trudnościami z oddawaniem moczu i stolca (lub brakiem kontroli nad odruchem wypróżniania się),
- znacznym uszkodzeniem nerwu kulszowego, a tym samym wystąpieniem bardzo poważnych problemów neurologicznych.
Przewlekłe dolegliwości bólowe
Nieleczona rwa kulszowa w większości przypadków rzeczywiście mija po kilkunastu dniach. Pytanie tylko: po co tak długo się męczyć? Jest to okres jakby wyjęty z życia, o którym chcemy jak najszybciej zapomnieć. W czasie ataku rwy nie jesteśmy w stanie ani pracować, ani podejmować jakichkolwiek form aktywności. Wiele osób musi wziąć długie zwolnienie lekarskie, co uszczupla ich budżety domowe.
Tymczasem leczona rwa kulszowa ustępuje o wiele szybciej – przy prawidłowo dobranej terapii pacjent może wrócić do pracy już po kilku dniach, a pełną sprawność odzyskuje po około 10 zabiegach.
Niski komfort życia
Nie ma się co oszukiwać: atak rwy kulszowej i jego konsekwencje odbierają przyjemność z życia. Problem w tym, że jeśli pacjent nie podejmie żadnych działań zmierzających do fachowego wyleczenia rwy, to musi się liczyć z przedłużeniem swojego stanu, w efekcie czego znacząco pogorszy się standard jego życia.
Wiele osób tygodniami czy miesiącami od ataku rwy nie jest w stanie w pełni samodzielnie funkcjonować, potrzebując pomocy bliskich, nie mogąc uprawiać sportu czy wykonywać pracy zawodowej ze 100% zaangażowaniem.
Wysokie ryzyko ponownego ataku rwy kulszowej
Możemy się założyć, że nikt, kto doznał ataku rwy, nie chciałby przeżyć tego ponownie za żadne pieniądze. Tymczasem niewyleczona rwa kulszowa z dużym prawdopodobieństwem wróci – i to w najmniej spodziewanym momencie. Ponowny atak może nastąpić w pracy, w domu, na ulicy. Ma to związek z osłabieniem mięśni przykręgosłupowych.
Częściowe inwalidztwo
Mocne słowa, ale wcale nie są one oderwane od rzeczywistości. Osoby z niewyleczoną rwą, patologią w odcinku lędźwiowo-krzyżowym kręgosłupa i słabymi mięśniami przykręgosłupowymi, można zaliczyć do grupy częściowych inwalidów.
Jak inaczej nazwać np. dobrze zbudowanego, silnego mężczyznę w średnim wieku, który nie może przynieść siatek z zakupami do domu i musi się wyręczać żoną (nie wspominając już o wymianie koła w samochodzie, posadzeniu drzewek w ogrodzie etc.)? Tymczasem takie właśnie mogą być długofalowe konsekwencje zlekceważenia rwy i założenia, że „to samo przejdzie”.
Wymienione skutki nieleczonej rwy kulszowej powinny przemówić Ci do rozsądku i skłonić do skorzystania z fachowej pomocy w przypadku doznania kolejnego ataku. Rehabilitacja rwy przynosi bardzo dobre efekty, przede wszystkim przyspieszając powrót do pełnej sprawności i zmniejszając ryzyko ponownego ataku korzonków.
Z profesjonalnej rehabilitacji rwy kulszowej amerykańską metodą ARP możesz skorzystać w gabinetach Rehabilitacji ARPwave w Warszawie i Konstancinie. Już teraz umów się na pierwszą, konsultację i przestań żyć z bólem.